Blog o wszystkim co związane z moim miastem

Jazzman

Czy jeżeli zapytałbym się was kim jest Krzysztof Trzciński to znalibyście odpowiedź? Zapewne jeżeli wśród czytelników znajdują się fani jazzu to w tym momencie skinęli głową na tak. Krzysztof Trzciński tworzył muzykę pod pseudonimem Komeda. A przecież motyw „Kołysanki” z filmu Romana Polańskiego „Dziecko Rosemary” kojarzy prawie każdy.

Krzysztof Trzciński urodził się w Poznaniu w 1931 roku i już od najmłodszych lat udowodniał, że posiada wybitny talent muzyczny. W wieku 8 lat został przyjęty do poznańskiego konserwatorium muzycznego, ale zawierucha wojenna sprawiła, że nie rozpoczął muzycznej edukacji i nadal kształcił się tylko w warunkach domowych. Po wojnie za namową swojej matki rozpoczął studia medyczne. Cały czas rozwijał się muzycznie i w konsekwencji tego po dwóch latach zdecydował się przerwać studia. Odbywał wtedy liczne wyjazdy muzyczne do Krakowa gdzie uczestniczył w tajnych spotkaniach jazzmanów. To wtedy właśnie zaczął używać pseudonimu Komeda. Wynikało to z tego, że jazz nie był akceptowany przez władzę (nie wpasowywał się realia kulturalnego socrealizmu), a Trzciński chciał ukryć swoją działalność muzyczną przed przełożonymi i współpracownikami. Po pewnym czasie wznowił studia medyczne, ukończył je na wydziale laryngologicznym i rozpoczął praktykę w jednej z poznańskich klinik. Trzciński podczas swojej pracy w poznańskiej klinice przeprowadził samodzielnie 26 operacji, a przy 31 asystował. Jednak w 1956 porzucił zawód lekarza i założył swój własny zespół jazzowy - Komeda Sextet. W 1958 roku rozpoczęła się jego przygoda z muzyką filmową. Zaczął współpracować z takimi reżyserami jak Roman Polański, Andrzej Wajda czy Janusz Morgenstern. Łącznie stworzył muzykę do 65 filmów. Od 1968 Trzciński przebywał w Los Angeles gdzie tworzył m.in. muzykę do „Dziecka Rosemary”. W grudniu tego samego roku uległ nieszczęsnemu wypadkowi. Po jednej z licznych, zakrapianych alkoholem imprez wracał do domu razem z pisarzem Markiem Hłaską. Trzciński został nieumyślnie zepchnięty przez Hłaskę ze skarpy w skutek czego nieszczęśliwie uderzył się w głowę. Stwierdzono u niego guza mózgu. Jego żona Zofia zdecydowała się na przewiezienie go do kraju, gdzie w kwietniu 1969 roku zmarł w warszawskim szpitalu. Jego grób znajduje się na warszawskich Powązkach.

W Poznaniu mamy kilka miejsc upamiętniających Krzysztofa Komedę. Na fasadzie budynku NBP przy Alejach Marcinkowskiego znajduje się tablice upamiętniająca jazzmana i informująca o tym, że przez 4 lata swojego życia mieszkał w tym budynku. Z tak słynnego absolwenta bardzo dumny jest Uniwersytet Medyczny. Na terenie budynków uniwersyteckich znajdują się 2 tablice upamiętniające Komedę, a w 2010 roku na skwerku na rogu Przybyszewskiego i Bukowskiej odsłonięto pomnik muzyka. Jednak Krzysztof Komeda nie uchronił się przed wandalami i przez jakiś czas nie był obecny na poznańskich ulicach. W zeszłym roku pomnik powrócił, ale zmienił swoja lokalizacje i obecnie znajduje się przed Centrum Kongresowo-Dydaktycznym Uniwersytetu Medycznego przy ulicy Przybyszewskiego.

image

                                                  Tablica umieszczona na budynku NBP.

Źródło zdjęcia: wikimedia.org

Comments

Wywiad #01 - Elżbieta Cherezińska

W czwartek, 18 września, miałem przyjemność uczestniczyć w spotkaniu autorskim z Elżbietą Cherezińską, która na spotkaniu w ICHOT-cie promowała swoją najnowszą powieść „Niewidzialna korona”. Jest to druga część cyklu „Odrodzone Królestwo” opowiadającego o wieloletnim procesie łączenia w jeden organizm rozbitego dzielnicowo państwa Piastów. Pani Elżbieta była tak uprzejma, że zgodziła się na krótki wywiad specjalnie dla bloga „Poznań znany i nieznany”. Zapraszam!

 

Na czwartkowym spotkaniu promującym Pani najnowszą powieść „Niewidzialna korona” wspominała Pani o wyjątkowej więzi jaka łączy Panią z poznańskimi czytelnikami. Jak myśli Pani skąd się ona bierze?

Wielkopolanie żywiołowo reagują na historię Polski opowiadaną z perspektywy Poznania, Gniezna, czy Rogoźna, bo w dzisiejszej narracji o ile o roli Gniezna jeszcze się pamięta to stołeczna rola Poznania w państwie Piastów schodzi na daleki plan wyparta przez Kraków. Oczywiście, pamiętają o niej historycy, ale czy statystyczny Kowalski pamięta? A to przecież wspaniały okres w naszych dziejach. W przypadku moich powieści dochodzi do spotkania na kilku płaszczyznach - Zysk i S-ka jest wydawnictwem mocno związanym z Poznaniem, Poznań jest miejscem akcji trzech moich książek i nic dziwnego, że poznaniacy czują więź z tymi opowieściami. Odnajdują swoje ukochane miejsca wplecione w powieściową fabułę.

W swoich książkach opisuje Pani czasy kiedy Poznań był jednym z najważniejszych miast Polski. Zarówno w „Grze w kości” kiedy stolica jeszcze była ruchoma między Gnieznem, a Poznaniem oraz w „Koronie śniegu i krwi” gdzie Poznań jest centralnym punktem nowo powstającego państwa po okresie rozbicia dzielnicowego. Czy nie uważa Pani, że rola Poznania w historii naszego kraju jest często zapominana, a co gorsze umniejszana?

Jest takie powiedzenie, że historię piszą zwycięzcy. Brutalne i przez tysiąclecia potwierdzane, niestety. A bój o stołeczną rolę w państwie Poznań przegrał z Krakowem. Jednak Kraków straciwszy prymat na rzecz Warszawy nigdy nie zatarł się w naszej pamięci jako “siedziba królów” co bez wątpienia spowodowane jest tym, że na czasy krakowskie przypada największa świetność Królestwa Polskiego. Jest jednak w tej prostej i logicznej historii kilka “ale”. Po części będę opowiadać o nich w trzeciej części Odrodzonego Królestwa. Dlaczego Łokietek ukoronował się w Krakowie a nie jak wszyscy jego poprzednicy w Gnieźnie? Czy zaważył na tym konflikt z możnymi rodami Starszej Polski u zarania jego rządów? Czy też inna koncepcja polityczna? I, czy jego syn, Kazimierz Wielki ponosi odpowiedzialność za zapomnienie “królów poznańskich” bo nie pasowali do nowej wizji państwa jaką tworzył. Czy to właśnie Kazimierz nie stoi za niejako “programowym” (dzisiaj powiedzielibyśmy, że to polityczny public relation) zapomnieniem o Przemyśle II? Jednak, wracając do Pana pytania - zamiast gorszyć się, że rola stołecznego Poznania odeszła w zapomnienie, należy ją Polakom przypominać.

Wielokrotnie można zauważyć, że ludzie (nawet w Poznaniu) nie są świadomi tego co zrobił Przemysł II. Przypomnijmy, że był on dopiero 4 królem Polski. Ponad 250 lat po Bolesławie Chrobrym. Jak ważna jest dla Pani ta postać?

Jako powieściowego bohatera “prowadzę” go niepokornego nastolatka do statecznego męża stanu, miałam więc trochę czasu by się z nim zżyć. Nim przystąpiłam do pisania “Korony śniegu” w całości poświęconej Przemysłowi II musiałam sama dla siebie zmierzyć się z kilkoma mitami na jego temat, w końcu odtwarzamy jego życie z naprawdę niezbyt bogatych źródeł. To zaskakujące, że człowiek, który po ponad dwustu latach odzyskał dla Polski królewską koronę zasłynął głównie jako zleceniodawca zabójstwa niewygodnej małżonki. Wiele punktów w tej historii “nie kleiło” mi się ze sobą. W moich oczach przede wszystkim osobowość Przemysła (przez pryzmat jego późniejszych losów) nie pasowała do człowieka, który popełnia czyn tak niegodny. Zresztą, proszę zwrócić uwagę, iż ten przekaz o zabójstwie Ludgardy (powieściowej Lukardis) jest wczesny a dzisiejsi historycy bardzo dystansują się od niego. Bodajże ostatnim, który przy nim obstawał był Paweł Jasienica. Oczywiście dzisiaj już nikt nie rozstrzygnie jak było, ja jednak, po latach, chcę dać Przemysłowi głos i inną wizję tamtych zdarzeń. A wracając do Przemysła jako polityka - był królem mniej niż rok. Gdyby nie zginął w Rogoźnie historia Polski mogłaby się potoczyć inaczej.

W tym miejscu należy wspomnieć także o Przemyśle I. W końcu  to on dokonał lokacji miasta Poznania na lewym brzegu Warty i rozpoczął budowę późniejszego zamku królewskiego. Jak Pani ocenia jego wkład w późniejsze sukcesy syna?

Ojciec i syn nie poznali się nigdy, Przemysł II był pogrobowcem; za jego wychowanie odpowiadał stryj, Bolesław Pobożny, który przeszedł do historii jako człowiek wyjątkowo prawy, dzielny i szlachetny, tu bym raczej doszukiwała się bezpośredniego wpływu. Ale, sama decyzja Przemysła - ojca o przeniesieniu miasta na lewy brzeg dała synowi bodziec by postawić na dynamiczny rozwój Poznania. To jest właśnie ten czas w historii gdy książęta odkrywają, iż inwestując w miasta inwestują we własny rozwój.

Jeżeli już jesteśmy przy zamku królewskim. Jak Pani ocenia niedawno wybudowany zrekonstruowany zamek na Wzgórzu Przemysła?

Mam zbyt mało czasu gdy przyjeżdżam do Poznania. Byłam na spacerze na Wzgórzu Przemysła jeszcze w czasie prac budowlanych, z tej perspektywy trudno cokolwiek oceniać.

W swoich powieściach przywraca Pani do „żywych” kobiety. Pokazuje Pani, że w średniowieczu nie były one tylko dodatkiem do rządzących, knujących i zdradzających mężczyzn, ale także same są „katalizatorami” historii. Np. córka Przemysła II – Ryksa, w Pani książkach Rikissa, a za południową granicą lepiej znana jako Eliška Rejčka. Nasza poznańska księżniczka, która tak naprawdę nie istnieje w świadomości poznaniaków, a jako królowa Czech i Polski jest bardzo dobrze wspominana w Czechach. Jak myśli Pani z czego to wynika?

Polacy przez wiele lat nie tolerowali silnych kobiet u władzy - doświadczyła tego na własnej skórze Elżbieta Łokietkówna, gdy jako siedemdziesięcioletnia królowa Węgier przyjechała do Krakowa jako regentka swego syna Ludwika. To dopiero była rewolucja na naszym, iście męskim dworze! Trzeba będzie jej wnuczki, Jadwigi Andegaweńskiej, by otworzyć Polakom oczy, że kobieta może być królem i to bardzo dobrym! Zapomnienie o Ryksie Elżbiecie, córce Przemysła II to według mnie kolejne ogniwo w łańcuchu budowanym przez Kazimierza Wielkiego. Wszak Ryksa używała zgodnie z prawem tytułu królowej Polski i Czech i jako taka była jego konkurentką, zwłaszcza, że na skutek sytuacji międzynarodowej i zamieszania wokół czeskiego tronu po wygaśnięciu dynastii Przemyślidów w tamtym czasie panował swoisty dwugłos na temat tego, kto ma prawo do polskiej korony - Łokietek i Kazimierz Wielki czy też spadkobiercy Przemyślidów. Dzisiaj, gdy już pył bitewny opadł i co się miało zdarzyć, już się wydarzyło, należy pamięć o tej niezwykłej kobiecie przywrócić. Powód? Pierwszy z brzegu i fundamentalny - była pierwszą Piastówną na polskim tronie! Czesi do dziś wspominają o niej z uwielbieniem - piękna, mądra i niezależna.

Na spotkaniu zapowiedziała Pani napisanie trzeciej części trylogii „Odrodzone Królestwo”. Czy Poznań nadal będzie w niej obecny?

Jak wspomniałam powyżej, to czasy gdy Łokietek wracając z wygnania i walcząc o zjednoczenie ziem polskich stawia na Kraków, więc siłą historii akcja w dużej mierze przeniesie się do Krakowa. Ale poznańscy bohaterowie pozostaną na swoich miejscach, obiecuję.

Napisała też Pani Powieść „Legion” opowiadającą o Brygadzie Świętokrzyskiej – czyli o oddziale Narodowych Sił Zbrojnych, który nie zdecydował się na połączenie z AK tylko podjął  liczącą setki kilometrów próbę przebicia się na Zachód. Osobiście chciałbym bardzo podziękować za tą powieść, ponieważ polski rynek wydawniczy potrzebował takiej pozycji. Żołnierze Wyklęci zasługują na to, żeby każdy mógł ocenić ich według własnego sumienia, a nie według tego co jest nam odgórnie narzucane. W powieści tej pokazuje Pani złożoność sytuacji w Polskim Państwie Podziemnym i idealnie pokazuje Pani brak podziału na dobrych i złych. Większość Pani książek osadzonych jest w średniowieczu i stąd moje pytanie, czy był to tylko jednorazowy eksperyment, czy jeszcze powróci Pani do realiów II wojny światowej?

Już przed Legionem napisałam powieść rozgrywającą się w czasie II wojny w getcie łódzkim - Dzienniki Etki Daum i z pewnością do tematów drugowojennych powrócę.

Załóżmy, że już jesteśmy po wydaniu trzeciego tomu Odrodzonego Królestwa. Co dalej? Jakie są Pani dalsze plany pisarskie?  W jakim okresie historycznym zamierza się Pani zatopić?

Najlepiej czuję się w średniowieczu i z pewnością w nim pozostanę. Co nie oznacza, iż nie opowiem Państwu jakiejś późniejszej historii. Co Pan powie na wiek XIX?

Dla mnie idealnie, a już najlepiej historia dziejąca się w Poznaniu. Jako Wielkopolankę mam prawo Panią spytać o ulubione miejsca w Poznaniu. Zarówno jeżeli chodzi o zabytki, jak i nieco mniej poważne atrakcje?

Tak dużo pracuję, że zawsze wpadam do Poznania  w biegu, czasami będąc nawet dwa dni nie opuszczam swego Wydawnictwa, dlatego jestem szczęśliwa, że ma siedzibę na Wielkiej. Spacer, choćby kilkuminutowy, między Wodną, Woźną, Wielką daje mi zastrzyk energetyczny. Trzy moje ulubione adresy w Poznaniu? Wielka 10 - Zysk i Ska, Berwińskiego 5 - Radio Merkury i od teraz ICHOT - Brama Poznania z widokiem jaki się stamtąd roztacza.

Czy chciałaby Pani przekazać coś swoim poznańskim czytelnikom?

Dzięki naszym poznańskim spotkaniom nie piszę dla anonimowego czytelnika. Piszę dla Was.

 

A tutaj krótka notka dotycząca pierwszej powieści z cyklu Odrodzone Królestwo – Korona śniegu i krwi. http://poznanznanyinieznany.tumblr.com/post/33724905396/niewiele-jest-ksiazek-ktorych-akcja-toczy-sie-w

Źródło zdjęcia: http://www.cherezinska.pl

Comments

Poznańskie Chartres

Wśród wielu poznańskich kościołów zawsze brakowało mi kościoła zbudowanego w stylu gotyckich katedr, które są bardzo liczne np. we Francji. Jednak w ścisłym centrum przy ulicy Fredry mamy kościół, który pomimo, że został zbudowany w XIX wieku to swoją budową nawiązuje do gotyckich katedr.

Kościół Najświętszego Zbawiciela wzniesiony został w latach 1866-1869 dla gminy ewangelicko-augsburskiej. Fundatorem świątyni był król pruski Fryderyk Wilhelm IV, który ofiarował zarówno teren pod budowę kościoła jak i fundusze na jego zbudowanie. Kościół początkowo nosił wezwanie św. Pawła, a cmentarzem nowo utworzonej parafii był nieistniejący już cmentarz znajdujący się na terenie współczesnego Parku Manitiusa (o którym pisałem już jakiś czas temu http://poznanznanyinieznany.tumblr.com/post/79688687679/park-im-gustawa-manitiusa). Kościół ten jest przykładem świątyni halowej, trójnawowej z trójbocznie zamkniętym prezbiterium. Środkowa nawa przykryta jest sklepieniem gwiaździstym, a nawy boczne sklepieniem krzyżowym. Jednak najbardziej charakterystycznym elementem jest ponad 70-metrowa wieża, która jest najwyższą wieżą kościelną w naszym mieście. Kolejną ciekawostką jest to, że zegar umieszczony na wieży kontrolowany jest drogą radiową przez atomowy zegar z miejscowości Mainflingen koło Frankfurtu nad Menem w Niemczech. Po wojnie parafia została przejęta przez parafię św. Marcina, której kościół ucierpiał podczas walk o Poznań. Po odbudowie kościoła św. Marcina utworzono parafię Najświętszego Zbawiciela. Zmiana patrona była podyktowana tym, że św. Paweł był już patronem Katedry. Jednak sam kościół przy Fredry także ucierpiał w trakcie wojny i jego renowacja trwała aż do 1964 roku. Pomimo tego, że kościół z zewnątrz prezentuje się majestatycznie to wnętrze jest dosyć skromnie wyposażone i daleko mu do innych poznańskich świątyń. Przy kościele znajduję się kamień upamiętniający zamordowanie Piotra Majchrzaka przez ZOMO (http://poznanznanyinieznany.tumblr.com/post/69908434727/smierc-piotra-majchrzaka) oraz pomnik Jezusa Chrystusa upamiętniający 2000 lat chrześcijaństwa oraz 50 lat parafii.

Pomimo tego, że w Poznaniu nie możemy pochwalić się takimi świątyniami jak w Paryżu, Chartres czy Reims to i tak mamy kościół, który uważany jest za jedno z najważniejszych dzieł XIX-wiecznego neogotyku na terenie naszego kraju.

Comments

Kat

W sobotę rozpoczęły się w Polsce Mistrzostwa Świata w siatkówce mężczyzn. Mimo, że telewizja Polsat usilnie próbuje odebrać nam przyjemność z przeżywania tej imprezy sportowej to mam nadzieję, ze gra Polaków oraz same mistrzostwa przyniosą czytelnikom wiele pozytywnych wrażeń. Z tą dyscypliną sportu oraz Poznaniem od razu kojarzy mi się najsłynniejszy trener polskich siatkarzy – Hubert Wagner zwany „Katem”.

Rodzina Wagnerów pochodziła z Niemiec, jednak do Wielkopolski (dokładnie Krotoszyna) trafili po Rewolucji Październikowej, przesiedleni z terenów obecnej Ukrainy. Do Carskiej Rosji trafili w latach 30 XIX wieku kiedy to car zapraszał obywateli Europy do zasiedlania żyznych terenów Rosji. Rodzina Wagnerów do Poznania sprowadziła się w 1932 roku. Ojciec Huberta Wagnera, Romuald, brał udział w Kampanii Wrześniowej, a po klęsce wojsk polskich powrócił do okupowanego Poznania. W 1941 roku urodził się Hubert Wagner. Mieszkali w pokaźnej kamienicy na Winiarach należącej do teścia Romualda  - Teofila Kotlińskiego (rodzina Wagnerów mieszkała w tym domu aż do 1969 kiedy to został zburzony). To właśnie ojciec Huberta Wagnera rozbudził w nim zamiłowanie do sportu. Zaczęło się od tenisa, jednak już w szkole średniej zainteresowania przyszłego „Kata” przeniosły się na sporty zespołowe. Szczególnie upodobał sobie siatkówkę, którą trenował na początku w III LO, ale już w czasie nauki w liceum zaczął trenować w drugoligowym klubie AZS Poznań. Hubert Wagner chciał zamienić swoją sportową pasję w sposób na życie, jednak rodzice zawsze widzieli go w roli inżyniera. Maturę zdał już w wieku 17 lat i mimo tego, że marzył o studiach na AWFie to uległ namowom ojca i rozpoczął studia na Politechnice. Mimo wszystko cały czas łączył studiowanie z grą w AZSie. W 1960 roku został powołany do kadry narodowej w związku z czym podjął decyzje o przeprowadzce do Warszawy. Kontynuował naukę na Politechnice Warszawskiej, a karierę sportową w AZSie AWFie. Decyzja Huberta oziębiła jego relacje z rodzicami, a przede wszystkim z ojcem i dopiero po kilku latach zaakceptował on decyzje Huberta o wyprowadzce do Warszawy, porzuceniu Politechniki na rzecz AWFu i rozpoczęciu poważnej kariery sportowej. Jako zawodnik zdobył 4 tytuły Mistrza Polski oraz zagrał 194 razy w reprezentacji narodowej (zdobył brązowy medal Mistrzostw Europy oraz uczestniczył w Igrzyskach Olimpijskich w 1968 w Meksyku). Jako trener reprezentacji wsławił się surowością oraz dyscypliną, stąd był nazywany „Katem”. Prowadzona przez niego męska reprezentacja zdobyła: w 1974 Mistrzostwo Świata, w 1975 Wicemistrzostwo Europy, w 1976 złoto na Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu. W późniejszym czasie trenował kobiecą reprezentacje oraz ponownie męską (kolejne Wicemistrzostwo Europy w 1983). Następnie trenował reprezentację Tunezji, pracował w Turcji oraz z kilkoma polskimi klubami. W latach 1996-1998 po raz trzeci został trenerem reprezentacji narodowej. W 2002 roku Hubert Wagner zginął w wypadku samochodowym na ulicach Warszawy. W późniejszym czasie ustalono, że przyczyną wypadku był zawał serca.

Miejmy nadzieję, że obecna reprezentacja siatkarzy nawiąże na trwających Mistrzostwach Świata do sukcesów „Złotych chłopców Wagnera”.

PS. W tym tygodniu w księgarniach pojawiła się biografia Huberta Wagnera napisana przez jego syna Grzegorza oraz dziennikarza Gazety Wyborczej Krzysztofa Mecnera. 

                                                            Hubert Wagner (1941-2002)

Źródło zdjęcia: sport.tvp.pl

Comments

Gubernator

W 2002 roku Frank Hughes Murkowski, republikański polityk pochodzenia polskiego, został mianowany na stanowisko gubernatora stanu Alaska. W trakcie uroczystości na Kapitolu ambasador Polski, Przemysław Grudziński, wywołał pewnego rodzaju kontrowersje. W trakcie swojego przemówienia poinformował zebranych, że pierwszym gubernatorem stanu Alaska był Polak – Włodzimierz Bonawentura Krzyżanowski. Przez kilka tygodni informacja ta była obecna w mediach zarówno amerykańskich, jak i polskich, ponieważ nigdy wcześniej nikt oficjalnie o tym nie informował. A dlaczego wspominam o Krzyżanowskim? Ponieważ był on Wielkopolaninem, który część swojego życia przeżył w Poznaniu.

Urodził się w 1824 roku w Rożnowie pod Obornikami (wieś z której pochodził także Mikołaj Skrzetuski – pierwowzór sienkiewiczowskiego Jana, a pochowany jest w Kościele Karmelitów Bosych na poznańskim Wzgórzu św. Wojciecha).  Tradycje niepodległościowe były bardzo mocno zakorzenione w rodzinie Krzyżanowskich. Jego ojciec i dwaj wujowie walczyli w armii napoleońskiej, a brat brał udział w Powstaniu Listopadowym. Po śmierci ojca wraz z resztą rodziny musiał wyprowadzić się z rodzinnego majątku. Większość rodziny wyjechała do Warszawy, ale młody Włodzimierz został oddany pod opiekę krewnym z Poznania. Nauki pobierał w Gimnazjum im. Marii Magdaleny, które było powszechnie kojarzone z podziemiem niepodległościowym. M.in. to wpłynęło na decyzje Krzyżanowskiego o wzięciu udziału w powstaniu wielkopolskim z roku 1846. Powstanie to praktycznie nie istnieje w świadomości współczesnych poznaniaków, ale jeżdżąc po mieście nieraz można się natknąć na ulice, których patroni są bezpośrednio związani z wydarzeniami tamtego powstania (m.in. Maciej Palacz był dowódcą kosynierów, którym udało się zając podpoznańską wieś Górczyn). Po klęsce powstania Włodzimierz Krzyżanowski wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Na miejscu uczył się od podstaw angielskiego oraz kontynuował edukacje przerwaną w Poznaniu. Następnie pracował jako inżynier w Wirginii i brał udział w budowie kolei na Zachód. Tam poznał swoją przyszłą żonę z którą przeniósł się do Waszyngtonu, gdzie założył firmę dzięki której wzbogacił się i zaangażował się w politykę. Jako członek Partii Republikańskiej w 1860 roku poparł kandydaturę prezydencką Abrahama Lincolna. Po wybuchu wojny domowej wstąpił do wojska, gdzie szybko awansował do stopnia majora. W Nowym Jorku prowadził kampanię rekrutacyjną wśród europejskich imigrantów dzięki czemu utworzony został 58 Ochotniczy Pułk Piechoty Nowego Jorku. Krzyżanowski został awansowany na pułkownika i mianowano go dowódcą tego pułku. W czasie wojny secesyjnej walczył m.in. w bitwie pod Gettysburgiem, a po jej zakończeniu prezydent Lincoln awansował go na generała brygady. Po wojnie Krzyżanowski znalazł się bez środków do życia i tylko dzięki pomocy organizacji kombatanckich  był w stanie wiązać koniec z końcem. Udało mu się znaleźć pracę w administracji publicznej i w kolejnych latach piął się po kolejnych szczeblach drabiny urzędniczej. W 1872 roku został zatrudniony w Departamencie Skarbu jako agent odpowiedzialny za ściganie przemytników. Początkowo w rejonie Nowego Orleanu, a następnie został przeniesiony na Alaskę kupioną kilka lat wcześniej przez Stany Zjednoczone od carskiej Rosji. W późniejszych latach pracował w Departamencie Skarbu w Waszyngtonie, a ostatnie lata życia spędził w Nowym Jorku, gdzie został pochowany.

Jednak co z tą funkcją gubernatora? Po przemówieniu polskiego ambasadora informacja ta zaczęła pojawiać się na wielu polonijnych serwisach, a także z biegiem lat zaczęła być powtarzania przez polskich i amerykańskich historyków. Informacja ta nie ma żadnego potwierdzenia w archiwach i dokumentach, a powstała najprawdopodobniej na skutek błędnego tłumaczenia pamiętników Krzyżanowskiego. W późniejszym czasie ambasada Polski w USA przyznała się do popełnienia błędu, ale mimo wszystko legenda o tym, że Krzyżanowski był pierwszym gubernatorem Alaski żyje już swoim życiem i informacja ta zapewne niejednokrotnie będzie musiała być dementowana.

                                           

                                      Włodzimierz Bonawentura Krzyżanowski (1824-1887)

Źródło zdjęcia: wikimedia.org

Comments

Hotel Zacisze

Hotel Royal znajdujący się przy ulicy Święty Marcin 71 jest jednym z wielu hoteli znajdujących się w ścisłym centrum miasta. Sam budynek poza swoimi architektonicznymi walorami charakteryzuje się też bogatą i ciekawą  historią.

Wybudowany został pod koniec XIX wieku przez Jana i Leokadię Świtalskich. Byli on właścicielami destylatorni słynnej w całym mieście z produkowanych tam wysokogatunkowych wódek oraz win. Przedsiębiorstwo z biegiem czasu coraz bardziej się rozwijało w związku z czym właściciele zdecydowali się na budowę hotelu. Budowa trwała kilka lat ponieważ właściciele nie chcieli zaciągać pożyczek i budowę prowadzili tylko z zysków pochodzących z destylatorni. Gorzelnia została przeniesiona do budynku frontowego, a w podwórzu wybudowano pokaźną kamienicę w której powstał hotel Royal uruchomiony ostatecznie w 1900 roku. Hotel przez wiele lat dobrze prosperował ze względu na to, że był oddalony od miejskiego zgiełku, a równocześnie nadal był położony w ścisłym centrum. Hotel Royal bardzo ważną role spełnił w 1918 roku. To właśnie w tym budynku mieściła się pierwsza siedziba Dowództwa Głównego Powstania Wielkopolskiego. Na użytek dowództwa oddane zostały II oraz III piętro (łącznie 22 pokoje). Za wyborem Hotelu Royal przemawiało to, że umiejscowiony był w podwórzu co zapewniało wymaganą dyskrecję. Hotel musiał być odpowiednio zaadaptowany do potrzeb Dowództwa. Monterzy z Urzędu Telegrafii i Telefonów założyli na II piętrze szafkę rozdzielczą dla sztabu i połączyli ją z aparatem telefonicznym znajdującym się w hotelu. Dzięki temu można było odbierać oraz przekazywać meldunki na całą Wielkopolskę. Dowództwo mieściło się w tym miejscu  od 28 grudnia 1918 roku do 15 stycznia 1919 roku. Urzędowali tu zarówno pierwszy dowódca Powstania czyli kpt. Stanisław Taczak, jak i późniejszy dowódca gen. Józef Dowbór-Muśnicki. W czasie II wojny światowej Hotel Royal został chwilowo zamknięty, ale już 18 marca 1945 roku został ponownie otwarty przez rodzinę Świtalskich. W pierwszych latach po wojnie hotel oddany był do dyspozycji delegatów Rządu Polskiego i oficerów radzieckich. Jednak pozostawał on w prywatnych rękach tylko do 1952 roku. Władze przerabiały go na przestrzeni lat na hotel turystyczny o serialowej nazwie „Zacisze”, a w późniejszym czasie na hotel pracowniczy Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. W ręce prawowitych właścicieli hotel trafił dopiero w 1992 roku i współcześnie jest prężnie działającym hotelem spełniającym wszystkie standardy.

Co ciekawe Hotel Royal jest jednym z najdłużej działających hoteli w naszym mieście. O jego barwnej historii przypomina tablica pamiątkowa znajdująca się na fasadzie budynku.

 

Źródło zdjęcia: http://www.lepszypoznan.pl

Comments

Mundialowy Poznań

Cały czas mamy przyjemność przeżywać Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, ale niestety są to kolejne mistrzostwa bez udziału reprezentacji Polski. Polska do tej pory grała na siedmiu turniejach i wielokrotnie w kadrze polskiej reprezentacji znajdowali się piłkarze pochodzący z Poznania lub grający w którymś z poznańskich klubów. Dzisiaj chciałbym uporządkować i przedstawić pokrótce wszystkie takie przypadki.

1938 Francja; Polska: 9-15 miejsce

Jedynym przedstawicielem Poznania na tym turnieju był wspominany już przeze mnie w poprzednim wpisie Fryderyk Scherfke. Był on rodowitym poznaniakiem i piłkarzem Warty Poznań. Wsławił się tym, że strzelił pierwszą bramkę dla Polski w historii występów na mistrzostwach świata.

1974 RFN; Polska: 3 miejsce

Ten występ polskiej reprezentacji przez kolejne pokolenia jest wspominany jako największy sukces i występ do którego porównywany jest każdy kolejny. Udział w tym turnieju wziął Zbigniew Gut. Zaraz po mistrzostwach przeszedł on z Odry Opole do Lecha Poznań, w którym później występował przez 5 lat. Gut wystąpił na mistrzostwach w dwóch meczach z Haiti i ze Szwecją. Poza tym w kadrze znajdowali się urodzony w Swarzędzu i przez lata występujący w Olimpii oraz Lechu Andrzej Fischer (na mistrzostwa jechał jako piłkarz Górnika Zabrze) oraz Roman Jakóbczak, czyli jeden z najlepiej wykonujących rzuty wolne piłkarzy w historii Lecha. Jednak obaj nie zagrali na tym turnieju ani minuty.

1978 Argentyna; Polska: 5-8 miejsce

Turniej na który Polacy jechali jako przyszli mistrzowie świata, a niestety skończyło się na kłótniach i niepowodzeniu reprezentacji prowadzonej przez Jacka Gmocha. Na tym turnieju nie wystąpił żaden piłkarz w jakikolwiek sposób związany z Poznaniem, jednak w kadrze, która pojechała do Ameryki Południowej znajdowało się dwóch takich piłkarzy. Mirosław Justek w latach 1976-1979 reprezentował barwy Lecha Poznań, a Janusz Kupcewicz na mistrzostwa jechał jako piłkarz Arki Gdynia, jednak w późniejszych latach występował także w Lechu.

                                                                 image

                                                                       Janusz Kupcewicz

1982 Hiszpania; Polska: 3 miejsce

W drużynie Antoniego Piechniczka, która powtórzyła sukces z 1974 roku znajdował się ponownie Janusz Kupcewicz, ale tym razem był już pełnoprawnym reprezentantem. Wystąpił w 5 spotkaniach ( z Peru, Belgią, ZSRR, Włochami oraz Francją), a w meczu o 3 miejsce z Francją strzelił jedną z bramek. Po mistrzostwach przeniósł się z Gdyni do Lecha Poznań i od razu przyczynił się do zdobycia przez Kolejorza pierwszego Mistrzostwa Polski. W kadrze brązowych medalistów znajdowali się także wieloletni bramkarz Lecha Poznań Piotr Mowlik oraz Piotr Skrobowski, który do Hiszpanii jechał jako piłkarz Wisły Kraków, jednak w późniejszych latach reprezentował zarówno barwy Lecha, jak i Olimpii.

1986 Meksyk; Polska: 9-16 miejsce

Na tych mistrzostwach wystąpił Krzysztof Pawlak (mecze z Portugalią i Anglią), który przez lata związany był z Poznaniem zarówno podczas kariery zawodniczej, jak i w trakcie kariery trenerskiej. Jako zawodnik występował dwukrotnie w Warcie, ale przede wszystkim w Lechu. Na Mundial jechał jako piłkarz Kolejorza w którym występował przez 9 lat. Jako trener prowadził zarówno Zielonych jak i Lecha. W meczu z Portugalią wystąpił także Andrzej Zgutczyński – piłkarz Górnika Zabrze, który na początku swojej kariery występował przez pół roku w Lechu.

2002 Korea Południowa/Japonia; Polska: 25-32 miejsce

Turniej na który Polacy dostali się po wielu latach posuchy i na który jechano z wielkimi nadziejami. Niestety drużyna Jerzego Engela zakończyła swój udział na fazie grupowej, ale w turnieju tym wystąpiło wielu piłkarzy związanych z naszym miastem. We wszystkich meczach wystąpił poznaniak Maciej Żurawski, który reprezentował barwy Warty oraz Lecha. Ostatni mecz z USA Żurawski zapamięta szczególnie, ponieważ nie wykorzystał wtedy rzutu karnego. W dwóch meczach z Koreą Południową i Portugalią wystąpił Piotr Świerczewski, który w latach 2003-2006 występował w Kolejorzu. W pierwszym meczu z Koreą wystąpił Jacek Bąk (w latach 1992-1995 piłkarz Lecha), a w meczu z Portugalią Arkadiusz Bąk (piłkarz, który zaczynał grę w Ekstraklasie w Olimpii, a kończył w Lechu). W ostatnim meczu trener Engel po dwóch porażkach zdecydował się na wystawienie piłkarzy, którzy wcześniej nie grali i dlatego w wygranym meczu z USA wystąpili: Arkadiusz Głowacki (poznaniak, piłkarz Lecha w latach 1997-1999) oraz Maciej Murawski (piłkarz Lecha 1997-1998).

2006 Niemcy; Polska: 17-24 miejsce

W drużynie Pawła Janasa znalazło się jeszcze więcej piłkarzy związanych w jakiś sposób z Poznaniem. We wszystkich spotkaniach wzięli udział Jacek Bąk oraz Maciej Żurawski. Najbardziej ten turniej zapamięta jednak Bartosz Bosacki. Rodowity poznaniak, wieloletni piłkarz Lecha na tym turnieju wystąpił w spotkaniu z Niemcami oraz z Kostaryką. W tym drugim meczu strzelił dwie bramki (środkowy obrońca!), które okazały się być jednymi bramkami naszej reprezentacji na tych mistrzostwach. Co ciekawe Bosacki na mistrzostwa został ściągnięty z wakacji, ponieważ pierwotnie nie został powołany i dopiero później zastąpił jednego z kontuzjowanych piłkarzy. We wszystkich meczach wystąpił także Arkadiusz Radomski, który zaczynał swoją karierę w Lechu. W meczach z Ekwadorem i Kostaryką wystąpił Mirosław Szymkowiak, który urodził się w Poznaniu i swoją karierę rozpoczynał w Olimpii. W meczu z Kostaryką w końcowych minutach na boisku pojawił się Grzegorz Rasiak - piłkarz, który wychowywał się w Poznaniu, zaczynał swoją karierę w Warcie, a jednym z jego największych marzeń jest (było?) zagranie w barwach Lecha. W kadrze Polski znajdowali się także Łukasz Fabiański, bramkarz, który znajdował się w kadrze Lecha w 2004 roku oraz Seweryn Gancarczyk, piłkarz Lecha w latach 2009-2011.

image

                                                                            Bartosz Bosacki

Na tę chwile tak prezentuje się lista piłkarzy związanych z Poznaniem, którzy mieli przyjemność znaleźć się w kadrze Polski na Mistrzostwa Świata. Miejmy nadzieję, że po mistrzostwach w Rosji będzie mogła ona się powiększyć.

Comments

Poznańscy debiutanci

Dokładnie za dwa tygodnie będziemy przeżywali emocje związane z pierwszym meczem na XX Mistrzostwach Świata w piłce nożnej. Co ciekawe mimo tego, że turniej ten nigdy nie zawitał do Polski, a najbliżej Poznania był podczas meczów rozgrywanych w Berlinie w 1974 i 2006 to i tak największe święto światowej piłki nożnej w pewien sposób można powiązać z naszym miastem.

W 1930 roku rozegrano pierwsze mistrzostwa świata. Ponieważ jako organizatorów wybrano malutki Urugwaj, a na świecie wzdłuż i wszerz hulał kryzys wiele europejskich krajów zrezygnowało z udziału w tym turnieju. Dopiero w roku 1934 na boiskach faszystowskich Włoch rozegrano turniej na którym zagrały najlepsze europejskie zespoły. W jednym z meczów otwarcia rozegranych 27 maja zmierzyły się ze sobą drużyny III Rzeszy oraz Belgii. Dla naszych zachodnich sąsiadów był to debiut na mistrzostwach, a w 25 minucie meczu pierwszą bramkę w historii ich mundialowych występów strzelił Stanislaus Kobierski. Piłkarz Fortuny Dusseldorf posiadający dosyć swojsko brzmiące nazwisko. Rodzice Kobierskiego byli polskimi katolikami, którzy przed I wojną światową opuścili Poznań w poszukiwaniu pracy. Mistrzostwa we Włoszech III Rzesza zakończyła na 3 miejscu, a więc Kobierski był pierwszym poznaniakiem z medalem mistrzostw świata w piłce nożnej.

4 lata później turniej rozgrywany we Francji okazał się ważnym dla Polaków, ponieważ wtedy to na Mistrzostwach Świata zadebiutowała nasza reprezentacja. 5 czerwca na stadionie w Strasburgu Polacy zmierzyli się z wirtuozami piłki nożnej – Brazylijczykami. W 23 minucie spotkania, przy stanie 1:0 dla Brazylii, w polu karnym Brazylijczyków powalony został Ernest Wilimowski i szwedzki sędzia musiał wskazać na 11 metr. Do wykonania rzutu karnego podszedł poznaniak, piłkarz Warty Poznań, Fryderyk Scherfke. Chwilę później wyrównał stan meczu na 1:1 i równocześnie stał się strzelcem debiutanckiego, polskiego gola na Mistrzostwach Świata. Mecz nie rozstrzygnął się w 90 minutach i po dogrywce zakończył się zwycięstwem Brazylijczyków 6:5. Dla Fryderyka Scherfke był to jedyny gol w reprezentacji Polski, a znacznie lepiej wiodło mu się w polskiej lidze gdzie w barwach Warty w 235 meczach strzelił 134 bramki. Wynik ten cały czas daje mu miejsce w pierwszej „10” najlepszych strzelców w historii polskiej ekstraklasy. W czasie okupacji Scherfke ze względu na swoje niemieckie pochodzenie został wcielony do Wermachtu i w czasie wojny wykorzystywał swoje kontakty do ochrony swoich kolegów z Warty Poznań przed prześladowaniami. Po wojnie osiedlił się w Berlinie Zachodnim gdzie prowadził sklep meblowy.

Przewrotne są piłkarskie historie. Pierwszego gola dla Niemiec na Mistrzostwach Świata strzelił piłkarz pochodzenia polskiego, a w analogicznej sytuacji dla reprezentacji Polski bramkę strzelił piłkarz pochodzenia niemieckiego.

                                                           Fryderyk Scherfke (1909-1983)

Źródło zdjęcia: wikimedia.org

Comments