Blog o wszystkim co związane z moim miastem

Poznańskie Chartres

Wśród wielu poznańskich kościołów zawsze brakowało mi kościoła zbudowanego w stylu gotyckich katedr, które są bardzo liczne np. we Francji. Jednak w ścisłym centrum przy ulicy Fredry mamy kościół, który pomimo, że został zbudowany w XIX wieku to swoją budową nawiązuje do gotyckich katedr.

Kościół Najświętszego Zbawiciela wzniesiony został w latach 1866-1869 dla gminy ewangelicko-augsburskiej. Fundatorem świątyni był król pruski Fryderyk Wilhelm IV, który ofiarował zarówno teren pod budowę kościoła jak i fundusze na jego zbudowanie. Kościół początkowo nosił wezwanie św. Pawła, a cmentarzem nowo utworzonej parafii był nieistniejący już cmentarz znajdujący się na terenie współczesnego Parku Manitiusa (o którym pisałem już jakiś czas temu http://poznanznanyinieznany.tumblr.com/post/79688687679/park-im-gustawa-manitiusa). Kościół ten jest przykładem świątyni halowej, trójnawowej z trójbocznie zamkniętym prezbiterium. Środkowa nawa przykryta jest sklepieniem gwiaździstym, a nawy boczne sklepieniem krzyżowym. Jednak najbardziej charakterystycznym elementem jest ponad 70-metrowa wieża, która jest najwyższą wieżą kościelną w naszym mieście. Kolejną ciekawostką jest to, że zegar umieszczony na wieży kontrolowany jest drogą radiową przez atomowy zegar z miejscowości Mainflingen koło Frankfurtu nad Menem w Niemczech. Po wojnie parafia została przejęta przez parafię św. Marcina, której kościół ucierpiał podczas walk o Poznań. Po odbudowie kościoła św. Marcina utworzono parafię Najświętszego Zbawiciela. Zmiana patrona była podyktowana tym, że św. Paweł był już patronem Katedry. Jednak sam kościół przy Fredry także ucierpiał w trakcie wojny i jego renowacja trwała aż do 1964 roku. Pomimo tego, że kościół z zewnątrz prezentuje się majestatycznie to wnętrze jest dosyć skromnie wyposażone i daleko mu do innych poznańskich świątyń. Przy kościele znajduję się kamień upamiętniający zamordowanie Piotra Majchrzaka przez ZOMO (http://poznanznanyinieznany.tumblr.com/post/69908434727/smierc-piotra-majchrzaka) oraz pomnik Jezusa Chrystusa upamiętniający 2000 lat chrześcijaństwa oraz 50 lat parafii.

Pomimo tego, że w Poznaniu nie możemy pochwalić się takimi świątyniami jak w Paryżu, Chartres czy Reims to i tak mamy kościół, który uważany jest za jedno z najważniejszych dzieł XIX-wiecznego neogotyku na terenie naszego kraju.

Comments

Kat

W sobotę rozpoczęły się w Polsce Mistrzostwa Świata w siatkówce mężczyzn. Mimo, że telewizja Polsat usilnie próbuje odebrać nam przyjemność z przeżywania tej imprezy sportowej to mam nadzieję, ze gra Polaków oraz same mistrzostwa przyniosą czytelnikom wiele pozytywnych wrażeń. Z tą dyscypliną sportu oraz Poznaniem od razu kojarzy mi się najsłynniejszy trener polskich siatkarzy – Hubert Wagner zwany „Katem”.

Rodzina Wagnerów pochodziła z Niemiec, jednak do Wielkopolski (dokładnie Krotoszyna) trafili po Rewolucji Październikowej, przesiedleni z terenów obecnej Ukrainy. Do Carskiej Rosji trafili w latach 30 XIX wieku kiedy to car zapraszał obywateli Europy do zasiedlania żyznych terenów Rosji. Rodzina Wagnerów do Poznania sprowadziła się w 1932 roku. Ojciec Huberta Wagnera, Romuald, brał udział w Kampanii Wrześniowej, a po klęsce wojsk polskich powrócił do okupowanego Poznania. W 1941 roku urodził się Hubert Wagner. Mieszkali w pokaźnej kamienicy na Winiarach należącej do teścia Romualda  - Teofila Kotlińskiego (rodzina Wagnerów mieszkała w tym domu aż do 1969 kiedy to został zburzony). To właśnie ojciec Huberta Wagnera rozbudził w nim zamiłowanie do sportu. Zaczęło się od tenisa, jednak już w szkole średniej zainteresowania przyszłego „Kata” przeniosły się na sporty zespołowe. Szczególnie upodobał sobie siatkówkę, którą trenował na początku w III LO, ale już w czasie nauki w liceum zaczął trenować w drugoligowym klubie AZS Poznań. Hubert Wagner chciał zamienić swoją sportową pasję w sposób na życie, jednak rodzice zawsze widzieli go w roli inżyniera. Maturę zdał już w wieku 17 lat i mimo tego, że marzył o studiach na AWFie to uległ namowom ojca i rozpoczął studia na Politechnice. Mimo wszystko cały czas łączył studiowanie z grą w AZSie. W 1960 roku został powołany do kadry narodowej w związku z czym podjął decyzje o przeprowadzce do Warszawy. Kontynuował naukę na Politechnice Warszawskiej, a karierę sportową w AZSie AWFie. Decyzja Huberta oziębiła jego relacje z rodzicami, a przede wszystkim z ojcem i dopiero po kilku latach zaakceptował on decyzje Huberta o wyprowadzce do Warszawy, porzuceniu Politechniki na rzecz AWFu i rozpoczęciu poważnej kariery sportowej. Jako zawodnik zdobył 4 tytuły Mistrza Polski oraz zagrał 194 razy w reprezentacji narodowej (zdobył brązowy medal Mistrzostw Europy oraz uczestniczył w Igrzyskach Olimpijskich w 1968 w Meksyku). Jako trener reprezentacji wsławił się surowością oraz dyscypliną, stąd był nazywany „Katem”. Prowadzona przez niego męska reprezentacja zdobyła: w 1974 Mistrzostwo Świata, w 1975 Wicemistrzostwo Europy, w 1976 złoto na Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu. W późniejszym czasie trenował kobiecą reprezentacje oraz ponownie męską (kolejne Wicemistrzostwo Europy w 1983). Następnie trenował reprezentację Tunezji, pracował w Turcji oraz z kilkoma polskimi klubami. W latach 1996-1998 po raz trzeci został trenerem reprezentacji narodowej. W 2002 roku Hubert Wagner zginął w wypadku samochodowym na ulicach Warszawy. W późniejszym czasie ustalono, że przyczyną wypadku był zawał serca.

Miejmy nadzieję, że obecna reprezentacja siatkarzy nawiąże na trwających Mistrzostwach Świata do sukcesów „Złotych chłopców Wagnera”.

PS. W tym tygodniu w księgarniach pojawiła się biografia Huberta Wagnera napisana przez jego syna Grzegorza oraz dziennikarza Gazety Wyborczej Krzysztofa Mecnera. 

                                                            Hubert Wagner (1941-2002)

Źródło zdjęcia: sport.tvp.pl

Comments

Gubernator

W 2002 roku Frank Hughes Murkowski, republikański polityk pochodzenia polskiego, został mianowany na stanowisko gubernatora stanu Alaska. W trakcie uroczystości na Kapitolu ambasador Polski, Przemysław Grudziński, wywołał pewnego rodzaju kontrowersje. W trakcie swojego przemówienia poinformował zebranych, że pierwszym gubernatorem stanu Alaska był Polak – Włodzimierz Bonawentura Krzyżanowski. Przez kilka tygodni informacja ta była obecna w mediach zarówno amerykańskich, jak i polskich, ponieważ nigdy wcześniej nikt oficjalnie o tym nie informował. A dlaczego wspominam o Krzyżanowskim? Ponieważ był on Wielkopolaninem, który część swojego życia przeżył w Poznaniu.

Urodził się w 1824 roku w Rożnowie pod Obornikami (wieś z której pochodził także Mikołaj Skrzetuski – pierwowzór sienkiewiczowskiego Jana, a pochowany jest w Kościele Karmelitów Bosych na poznańskim Wzgórzu św. Wojciecha).  Tradycje niepodległościowe były bardzo mocno zakorzenione w rodzinie Krzyżanowskich. Jego ojciec i dwaj wujowie walczyli w armii napoleońskiej, a brat brał udział w Powstaniu Listopadowym. Po śmierci ojca wraz z resztą rodziny musiał wyprowadzić się z rodzinnego majątku. Większość rodziny wyjechała do Warszawy, ale młody Włodzimierz został oddany pod opiekę krewnym z Poznania. Nauki pobierał w Gimnazjum im. Marii Magdaleny, które było powszechnie kojarzone z podziemiem niepodległościowym. M.in. to wpłynęło na decyzje Krzyżanowskiego o wzięciu udziału w powstaniu wielkopolskim z roku 1846. Powstanie to praktycznie nie istnieje w świadomości współczesnych poznaniaków, ale jeżdżąc po mieście nieraz można się natknąć na ulice, których patroni są bezpośrednio związani z wydarzeniami tamtego powstania (m.in. Maciej Palacz był dowódcą kosynierów, którym udało się zając podpoznańską wieś Górczyn). Po klęsce powstania Włodzimierz Krzyżanowski wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Na miejscu uczył się od podstaw angielskiego oraz kontynuował edukacje przerwaną w Poznaniu. Następnie pracował jako inżynier w Wirginii i brał udział w budowie kolei na Zachód. Tam poznał swoją przyszłą żonę z którą przeniósł się do Waszyngtonu, gdzie założył firmę dzięki której wzbogacił się i zaangażował się w politykę. Jako członek Partii Republikańskiej w 1860 roku poparł kandydaturę prezydencką Abrahama Lincolna. Po wybuchu wojny domowej wstąpił do wojska, gdzie szybko awansował do stopnia majora. W Nowym Jorku prowadził kampanię rekrutacyjną wśród europejskich imigrantów dzięki czemu utworzony został 58 Ochotniczy Pułk Piechoty Nowego Jorku. Krzyżanowski został awansowany na pułkownika i mianowano go dowódcą tego pułku. W czasie wojny secesyjnej walczył m.in. w bitwie pod Gettysburgiem, a po jej zakończeniu prezydent Lincoln awansował go na generała brygady. Po wojnie Krzyżanowski znalazł się bez środków do życia i tylko dzięki pomocy organizacji kombatanckich  był w stanie wiązać koniec z końcem. Udało mu się znaleźć pracę w administracji publicznej i w kolejnych latach piął się po kolejnych szczeblach drabiny urzędniczej. W 1872 roku został zatrudniony w Departamencie Skarbu jako agent odpowiedzialny za ściganie przemytników. Początkowo w rejonie Nowego Orleanu, a następnie został przeniesiony na Alaskę kupioną kilka lat wcześniej przez Stany Zjednoczone od carskiej Rosji. W późniejszych latach pracował w Departamencie Skarbu w Waszyngtonie, a ostatnie lata życia spędził w Nowym Jorku, gdzie został pochowany.

Jednak co z tą funkcją gubernatora? Po przemówieniu polskiego ambasadora informacja ta zaczęła pojawiać się na wielu polonijnych serwisach, a także z biegiem lat zaczęła być powtarzania przez polskich i amerykańskich historyków. Informacja ta nie ma żadnego potwierdzenia w archiwach i dokumentach, a powstała najprawdopodobniej na skutek błędnego tłumaczenia pamiętników Krzyżanowskiego. W późniejszym czasie ambasada Polski w USA przyznała się do popełnienia błędu, ale mimo wszystko legenda o tym, że Krzyżanowski był pierwszym gubernatorem Alaski żyje już swoim życiem i informacja ta zapewne niejednokrotnie będzie musiała być dementowana.

                                           

                                      Włodzimierz Bonawentura Krzyżanowski (1824-1887)

Źródło zdjęcia: wikimedia.org

Comments

Hotel Zacisze

Hotel Royal znajdujący się przy ulicy Święty Marcin 71 jest jednym z wielu hoteli znajdujących się w ścisłym centrum miasta. Sam budynek poza swoimi architektonicznymi walorami charakteryzuje się też bogatą i ciekawą  historią.

Wybudowany został pod koniec XIX wieku przez Jana i Leokadię Świtalskich. Byli on właścicielami destylatorni słynnej w całym mieście z produkowanych tam wysokogatunkowych wódek oraz win. Przedsiębiorstwo z biegiem czasu coraz bardziej się rozwijało w związku z czym właściciele zdecydowali się na budowę hotelu. Budowa trwała kilka lat ponieważ właściciele nie chcieli zaciągać pożyczek i budowę prowadzili tylko z zysków pochodzących z destylatorni. Gorzelnia została przeniesiona do budynku frontowego, a w podwórzu wybudowano pokaźną kamienicę w której powstał hotel Royal uruchomiony ostatecznie w 1900 roku. Hotel przez wiele lat dobrze prosperował ze względu na to, że był oddalony od miejskiego zgiełku, a równocześnie nadal był położony w ścisłym centrum. Hotel Royal bardzo ważną role spełnił w 1918 roku. To właśnie w tym budynku mieściła się pierwsza siedziba Dowództwa Głównego Powstania Wielkopolskiego. Na użytek dowództwa oddane zostały II oraz III piętro (łącznie 22 pokoje). Za wyborem Hotelu Royal przemawiało to, że umiejscowiony był w podwórzu co zapewniało wymaganą dyskrecję. Hotel musiał być odpowiednio zaadaptowany do potrzeb Dowództwa. Monterzy z Urzędu Telegrafii i Telefonów założyli na II piętrze szafkę rozdzielczą dla sztabu i połączyli ją z aparatem telefonicznym znajdującym się w hotelu. Dzięki temu można było odbierać oraz przekazywać meldunki na całą Wielkopolskę. Dowództwo mieściło się w tym miejscu  od 28 grudnia 1918 roku do 15 stycznia 1919 roku. Urzędowali tu zarówno pierwszy dowódca Powstania czyli kpt. Stanisław Taczak, jak i późniejszy dowódca gen. Józef Dowbór-Muśnicki. W czasie II wojny światowej Hotel Royal został chwilowo zamknięty, ale już 18 marca 1945 roku został ponownie otwarty przez rodzinę Świtalskich. W pierwszych latach po wojnie hotel oddany był do dyspozycji delegatów Rządu Polskiego i oficerów radzieckich. Jednak pozostawał on w prywatnych rękach tylko do 1952 roku. Władze przerabiały go na przestrzeni lat na hotel turystyczny o serialowej nazwie „Zacisze”, a w późniejszym czasie na hotel pracowniczy Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. W ręce prawowitych właścicieli hotel trafił dopiero w 1992 roku i współcześnie jest prężnie działającym hotelem spełniającym wszystkie standardy.

Co ciekawe Hotel Royal jest jednym z najdłużej działających hoteli w naszym mieście. O jego barwnej historii przypomina tablica pamiątkowa znajdująca się na fasadzie budynku.

 

Źródło zdjęcia: http://www.lepszypoznan.pl

Comments

Mundialowy Poznań

Cały czas mamy przyjemność przeżywać Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, ale niestety są to kolejne mistrzostwa bez udziału reprezentacji Polski. Polska do tej pory grała na siedmiu turniejach i wielokrotnie w kadrze polskiej reprezentacji znajdowali się piłkarze pochodzący z Poznania lub grający w którymś z poznańskich klubów. Dzisiaj chciałbym uporządkować i przedstawić pokrótce wszystkie takie przypadki.

1938 Francja; Polska: 9-15 miejsce

Jedynym przedstawicielem Poznania na tym turnieju był wspominany już przeze mnie w poprzednim wpisie Fryderyk Scherfke. Był on rodowitym poznaniakiem i piłkarzem Warty Poznań. Wsławił się tym, że strzelił pierwszą bramkę dla Polski w historii występów na mistrzostwach świata.

1974 RFN; Polska: 3 miejsce

Ten występ polskiej reprezentacji przez kolejne pokolenia jest wspominany jako największy sukces i występ do którego porównywany jest każdy kolejny. Udział w tym turnieju wziął Zbigniew Gut. Zaraz po mistrzostwach przeszedł on z Odry Opole do Lecha Poznań, w którym później występował przez 5 lat. Gut wystąpił na mistrzostwach w dwóch meczach z Haiti i ze Szwecją. Poza tym w kadrze znajdowali się urodzony w Swarzędzu i przez lata występujący w Olimpii oraz Lechu Andrzej Fischer (na mistrzostwa jechał jako piłkarz Górnika Zabrze) oraz Roman Jakóbczak, czyli jeden z najlepiej wykonujących rzuty wolne piłkarzy w historii Lecha. Jednak obaj nie zagrali na tym turnieju ani minuty.

1978 Argentyna; Polska: 5-8 miejsce

Turniej na który Polacy jechali jako przyszli mistrzowie świata, a niestety skończyło się na kłótniach i niepowodzeniu reprezentacji prowadzonej przez Jacka Gmocha. Na tym turnieju nie wystąpił żaden piłkarz w jakikolwiek sposób związany z Poznaniem, jednak w kadrze, która pojechała do Ameryki Południowej znajdowało się dwóch takich piłkarzy. Mirosław Justek w latach 1976-1979 reprezentował barwy Lecha Poznań, a Janusz Kupcewicz na mistrzostwa jechał jako piłkarz Arki Gdynia, jednak w późniejszych latach występował także w Lechu.

                                                                 image

                                                                       Janusz Kupcewicz

1982 Hiszpania; Polska: 3 miejsce

W drużynie Antoniego Piechniczka, która powtórzyła sukces z 1974 roku znajdował się ponownie Janusz Kupcewicz, ale tym razem był już pełnoprawnym reprezentantem. Wystąpił w 5 spotkaniach ( z Peru, Belgią, ZSRR, Włochami oraz Francją), a w meczu o 3 miejsce z Francją strzelił jedną z bramek. Po mistrzostwach przeniósł się z Gdyni do Lecha Poznań i od razu przyczynił się do zdobycia przez Kolejorza pierwszego Mistrzostwa Polski. W kadrze brązowych medalistów znajdowali się także wieloletni bramkarz Lecha Poznań Piotr Mowlik oraz Piotr Skrobowski, który do Hiszpanii jechał jako piłkarz Wisły Kraków, jednak w późniejszych latach reprezentował zarówno barwy Lecha, jak i Olimpii.

1986 Meksyk; Polska: 9-16 miejsce

Na tych mistrzostwach wystąpił Krzysztof Pawlak (mecze z Portugalią i Anglią), który przez lata związany był z Poznaniem zarówno podczas kariery zawodniczej, jak i w trakcie kariery trenerskiej. Jako zawodnik występował dwukrotnie w Warcie, ale przede wszystkim w Lechu. Na Mundial jechał jako piłkarz Kolejorza w którym występował przez 9 lat. Jako trener prowadził zarówno Zielonych jak i Lecha. W meczu z Portugalią wystąpił także Andrzej Zgutczyński – piłkarz Górnika Zabrze, który na początku swojej kariery występował przez pół roku w Lechu.

2002 Korea Południowa/Japonia; Polska: 25-32 miejsce

Turniej na który Polacy dostali się po wielu latach posuchy i na który jechano z wielkimi nadziejami. Niestety drużyna Jerzego Engela zakończyła swój udział na fazie grupowej, ale w turnieju tym wystąpiło wielu piłkarzy związanych z naszym miastem. We wszystkich meczach wystąpił poznaniak Maciej Żurawski, który reprezentował barwy Warty oraz Lecha. Ostatni mecz z USA Żurawski zapamięta szczególnie, ponieważ nie wykorzystał wtedy rzutu karnego. W dwóch meczach z Koreą Południową i Portugalią wystąpił Piotr Świerczewski, który w latach 2003-2006 występował w Kolejorzu. W pierwszym meczu z Koreą wystąpił Jacek Bąk (w latach 1992-1995 piłkarz Lecha), a w meczu z Portugalią Arkadiusz Bąk (piłkarz, który zaczynał grę w Ekstraklasie w Olimpii, a kończył w Lechu). W ostatnim meczu trener Engel po dwóch porażkach zdecydował się na wystawienie piłkarzy, którzy wcześniej nie grali i dlatego w wygranym meczu z USA wystąpili: Arkadiusz Głowacki (poznaniak, piłkarz Lecha w latach 1997-1999) oraz Maciej Murawski (piłkarz Lecha 1997-1998).

2006 Niemcy; Polska: 17-24 miejsce

W drużynie Pawła Janasa znalazło się jeszcze więcej piłkarzy związanych w jakiś sposób z Poznaniem. We wszystkich spotkaniach wzięli udział Jacek Bąk oraz Maciej Żurawski. Najbardziej ten turniej zapamięta jednak Bartosz Bosacki. Rodowity poznaniak, wieloletni piłkarz Lecha na tym turnieju wystąpił w spotkaniu z Niemcami oraz z Kostaryką. W tym drugim meczu strzelił dwie bramki (środkowy obrońca!), które okazały się być jednymi bramkami naszej reprezentacji na tych mistrzostwach. Co ciekawe Bosacki na mistrzostwa został ściągnięty z wakacji, ponieważ pierwotnie nie został powołany i dopiero później zastąpił jednego z kontuzjowanych piłkarzy. We wszystkich meczach wystąpił także Arkadiusz Radomski, który zaczynał swoją karierę w Lechu. W meczach z Ekwadorem i Kostaryką wystąpił Mirosław Szymkowiak, który urodził się w Poznaniu i swoją karierę rozpoczynał w Olimpii. W meczu z Kostaryką w końcowych minutach na boisku pojawił się Grzegorz Rasiak - piłkarz, który wychowywał się w Poznaniu, zaczynał swoją karierę w Warcie, a jednym z jego największych marzeń jest (było?) zagranie w barwach Lecha. W kadrze Polski znajdowali się także Łukasz Fabiański, bramkarz, który znajdował się w kadrze Lecha w 2004 roku oraz Seweryn Gancarczyk, piłkarz Lecha w latach 2009-2011.

image

                                                                            Bartosz Bosacki

Na tę chwile tak prezentuje się lista piłkarzy związanych z Poznaniem, którzy mieli przyjemność znaleźć się w kadrze Polski na Mistrzostwa Świata. Miejmy nadzieję, że po mistrzostwach w Rosji będzie mogła ona się powiększyć.

Comments

Poznańscy debiutanci

Dokładnie za dwa tygodnie będziemy przeżywali emocje związane z pierwszym meczem na XX Mistrzostwach Świata w piłce nożnej. Co ciekawe mimo tego, że turniej ten nigdy nie zawitał do Polski, a najbliżej Poznania był podczas meczów rozgrywanych w Berlinie w 1974 i 2006 to i tak największe święto światowej piłki nożnej w pewien sposób można powiązać z naszym miastem.

W 1930 roku rozegrano pierwsze mistrzostwa świata. Ponieważ jako organizatorów wybrano malutki Urugwaj, a na świecie wzdłuż i wszerz hulał kryzys wiele europejskich krajów zrezygnowało z udziału w tym turnieju. Dopiero w roku 1934 na boiskach faszystowskich Włoch rozegrano turniej na którym zagrały najlepsze europejskie zespoły. W jednym z meczów otwarcia rozegranych 27 maja zmierzyły się ze sobą drużyny III Rzeszy oraz Belgii. Dla naszych zachodnich sąsiadów był to debiut na mistrzostwach, a w 25 minucie meczu pierwszą bramkę w historii ich mundialowych występów strzelił Stanislaus Kobierski. Piłkarz Fortuny Dusseldorf posiadający dosyć swojsko brzmiące nazwisko. Rodzice Kobierskiego byli polskimi katolikami, którzy przed I wojną światową opuścili Poznań w poszukiwaniu pracy. Mistrzostwa we Włoszech III Rzesza zakończyła na 3 miejscu, a więc Kobierski był pierwszym poznaniakiem z medalem mistrzostw świata w piłce nożnej.

4 lata później turniej rozgrywany we Francji okazał się ważnym dla Polaków, ponieważ wtedy to na Mistrzostwach Świata zadebiutowała nasza reprezentacja. 5 czerwca na stadionie w Strasburgu Polacy zmierzyli się z wirtuozami piłki nożnej – Brazylijczykami. W 23 minucie spotkania, przy stanie 1:0 dla Brazylii, w polu karnym Brazylijczyków powalony został Ernest Wilimowski i szwedzki sędzia musiał wskazać na 11 metr. Do wykonania rzutu karnego podszedł poznaniak, piłkarz Warty Poznań, Fryderyk Scherfke. Chwilę później wyrównał stan meczu na 1:1 i równocześnie stał się strzelcem debiutanckiego, polskiego gola na Mistrzostwach Świata. Mecz nie rozstrzygnął się w 90 minutach i po dogrywce zakończył się zwycięstwem Brazylijczyków 6:5. Dla Fryderyka Scherfke był to jedyny gol w reprezentacji Polski, a znacznie lepiej wiodło mu się w polskiej lidze gdzie w barwach Warty w 235 meczach strzelił 134 bramki. Wynik ten cały czas daje mu miejsce w pierwszej „10” najlepszych strzelców w historii polskiej ekstraklasy. W czasie okupacji Scherfke ze względu na swoje niemieckie pochodzenie został wcielony do Wermachtu i w czasie wojny wykorzystywał swoje kontakty do ochrony swoich kolegów z Warty Poznań przed prześladowaniami. Po wojnie osiedlił się w Berlinie Zachodnim gdzie prowadził sklep meblowy.

Przewrotne są piłkarskie historie. Pierwszego gola dla Niemiec na Mistrzostwach Świata strzelił piłkarz pochodzenia polskiego, a w analogicznej sytuacji dla reprezentacji Polski bramkę strzelił piłkarz pochodzenia niemieckiego.

                                                           Fryderyk Scherfke (1909-1983)

Źródło zdjęcia: wikimedia.org

Comments

Pręgierz

Jeżeli w piątkowe lub sobotnie wieczory umawiamy się z kimś kto nie za dobrze zna Poznań to miejscem, które najczęściej wybieramy jest pręgierz na Starym Rynku. Doprowadza to do zabawnych sytuacji kiedy np. na godzinę 19:00 pod pręgierzem umawia się tylu ludzi, że najpierw musimy szukać przez jakiś czas osób z którymi się umówiliśmy. Jednak skąd wziął się pręgierz i w jakim celu został tam umiejscowiony?

Pręgierz na poznańskim rynku postawiony został w 1535 roku. Jak głosi łaciński napis znajdujący się na pręgierzu ufundowany był on z grzywien nakładanych na służące, mamki oraz szynkarki, które ubierały się zbyt szykowanie w stosunku do swojej pozycji społecznej (zaliczały się tutaj drogie stroje, złota biżuteria, a nawet suknie o zbyt wielu fałdach). Oryginalny pręgierz był ośmioboczną, późnogotycką kolumną, miał ok. 5,5 metra oraz prawdopodobnie był dziełem, któregoś z włoskich rzeźbiarzy, którzy w tym czasie przebywali w Poznaniu. Rzeźba kata w stroju rycerza z uniesionym mieczem stanęła na pręgierzu w 1593 roku i symbolizuje ona tzw. „prawo miecza”.  Zostało ono nadane Poznaniowi przez króla Władysława Łokietka w 1298 roku, a oznaczało, że władze miejskie mają prawo do wydawania i wykonywania wyroków śmierci.  Oryginalna rzeźba znajduje się w Sali Królewskiej poznańskiego Ratusza, a obecna kopia wykonana została w 1925 roku przez Marcina Rożka. Do kolumny przymocowane były żelazne obręcze (tzw. kuny) do których przywiązywani byli skazańcy. Pręgierz służył przede wszystkim do wykonywania  wyroków na “mniejszych” przestępcach. U stóp pręgierza upokarzano, napiętnowano oraz wystawiano na widok publiczny osoby, które popełniły drobne występki. Dokonywano tam kary chłosty, mordercom obcinano rękę, którą dokonali tego czynu, krzywoprzysięzcom dwa palce, a złodziejom uszy. Spod pręgierza wyruszał także kondukt, który wyprowadzał poza mury miasta skazanych na wygnanie. Na przestrzeni lat wyroki stawały się coraz lżejsze i ostatecznie ograniczyły się tylko do chłosty, ale były wykonywane przy poznańskim pręgierzu aż do 1848 roku kiedy to rozporządzenie pruskie zakazało tego typu praktyk.  Pręgierz na przestrzeni lat ulegał wielokrotnie uszkodzeniu. W XIX wieku na przestrzeni kilku lat pręgierz był kilkukrotnie naprawiany w związku z czym zdecydowano się na przeniesienie oryginału do Zamku Przemysła i przez wiele lat nikt nie wiedział co stało się z zabytkowym pręgierzem. W międzyczasie wykonano kopie pręgierza, która usytuowana jest na Starym Rynku do dzisiejszego dnia. Oryginalny pręgierz został odnaleziony po II wojnie światowej w piwnicach składnicy miejskiej przy ulicy Kościelnej, gdzie przez wiele lat leżał rozłożony na części w kilku skrzyniach. Tak jak napisałem wcześniej obecnie oryginalny pręgierz znajduje się w Muzeum Historii Miasta Poznania w Ratuszu. Kopia znajdująca się na rynku także uległa kilka razy zniszczeniu. W 2009 roku figura kata została oblana farbą, rok później ucierpiała podczas mistrzowskiej fety kibiców Lecha, a w 2011 roku figura została zrzucona przez pijanego mężczyznę, który podawał się za studenta. Ostatecznie „imprezowicz” musiał pokryć cały koszt naprawy (40 000 zł.) oraz usłyszał wyrok dwóch lat pozbawienia wolności.

                       

Przepraszam wszystkich czytelników za dosyć duży zastój na blogu, ale obowiązki rodzinne oraz zawodowe nie pozostawiają mi za wiele wolnego czasu na pisanie kolejnych wpisów. Równocześnie mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości odnajdę więcej czasu na poznańskie blogowanie.

Źródło zdjęcia: poznan.pl

Comments

Kościół Wszystkich Świętych

Dzisiaj, kiedy już wszyscy dogorywamy z przejedzenia i gdzieś w środku cieszymy się, że Wielkanoc powoli się kończy (a przynajmniej nasze żołądki czerpią radość z tego faktu) chciałbym wam opowiedzieć o jednym z bardziej interesujących kościołów naszego miasta. Kościół Wszystkich Świętych przy Grobli został wzniesiony pod koniec XVIII wieku jako kościół luterański, a obecnie przyciąga uwagę turystów swoim śnieżnobiałym kolorem oraz ciekawą architekturą.

W 1768 roku król Polski Stanisław August Poniatowski ogłasza edykt o równych prawach wszystkich religii na terenie naszego kraju.  Umożliwiło to protestantom budowę murowanych świątyń zamiast dotychczasowych zborów o nietrwałej konstrukcji szachulcowej (drewniane ściany wypełnione gliną zmieszaną z sieczką oraz trocinami). Zmiana polityki naszego państwa wpłynęła na to, że na teren Polski zaczęło sprowadzać się wielu protestantów, którzy uciekali przed prześladowaniami w katolickich księstwach niemieckich. Dzięki temu w Poznaniu pojawiło się kilka kościołów protestanckich m.in. w 1777 rozpoczęto budowę ewangelickiego kościoła Świętego Krzyża na wyspie Grobla. Kościół wznoszony był na podmokłym terenie w związku z czym posiada bardzo solidne fundamenty, które złożone są z ponad trzystu (!) dębowych pali. Budowa bryły kościoła trwała do 1783 roku, ale ze względu na problemy finansowe jego wnętrze zostało ukończone dopiero w początkach XIX wieku.  Kościół utrzymany jest w formach barokowo-klasycystycznych. Co ciekawe nowatorski projekt kościoła zbudowanego na planie owalu wpisanego w czworokąt stał się wzorcem dla wielu świątyń na terenie całej Europy. Interesującym rozwiązaniem architektonicznym jest połączenie ołtarza, ambony oraz organów w jedną, spójną bryłę. Ciekawa architektura, piękne, okazałe organy oraz świetna akustyka tego budynku wpływają na to, że do dzisiaj odbywają się w nim liczne koncerty organowe. Po zakończeniu II wojny światowej, kiedy większość protestantów opuściła Poznań, kościół został przejęty przez katolików, którzy zmienili wezwanie kościoła na obecne Wszystkich Świętych. Zaraz po wojnie funkcję organisty pełnił w tym kościele sam Stefan Stuligrosz. Początkowo kościół podlegał pod parafię św. Wojciecha i dopiero w 1981 roku utworzono samodzielną parafię Wszystkich Świętych. Należy pamiętać o tym, że nie jest to pierwszy kościół pod tym wezwaniem w Poznaniu. Poprzedni znajdował się przy współczesnej ulicy Wszystkich Świętych i został rozebrany w XIX wieku.

Źródło zdjęcia: http://www.polskaniezwykla.pl

Comments