Blog o wszystkim co związane z moim miastem

Kino

Ostatnio zastanawiałem się ile poznańskich kin, które pamiętam z dzieciństwa zniknęło z obecnej mapy naszego miasta. Niektóre zburzono, niektóre zmieniono na sklepy spożywcze, a jeszcze inne po prostu upadły ze względu na wszechobecne multipleksy. Kino Wilda, Kino Grunwald, Kino Olimpia, Kino Bałtyk, Kino Dąbrówka (osobiście najlepiej je pamiętam, ponieważ większość wyjść w podstawówce było właśnie do tego “osiedlowego” kina) - tych kin już nie ma. Mimo, że obecnie większość kin w Poznaniu stanowią wielosalowe sieciówki to jednak mamy w naszym mieście jeszcze kilka tradycyjnych kin. A jakie były początki sal kinowych w Poznaniu?

Pierwszy pokaz filmowy w naszym mieście odbył się w 1896 roku w cukierni Michała Michalskiego przy ulicy Bismarcka (obecna ulica Kazimierza Kantaka). Jednak podczas tych pierwszych seansów nie wykorzystywano kinematografu braci Lumiere, ale wcześniej skonstruowany przez Thomasa Alve Edisona projektor filmowy. Jednym z pierwszych wyświetlanych w Poznaniu filmów była “Wizyta cara w Paryżu”, która dokumentowała wizytę cara Mikołaja II Romanowa w stolicy Francji. Dopiero w roku 1903 został założony w Poznaniu stały kinematograf. Mieścił się on w “Parku Promenadowym” Leona Mettlera działającym do 1907 roku w okolicach współczesnego Parku Stanisława Moniuszki. Pełnił on równocześnie funkcję kina, kawiarni, restauracji i sali koncertowej, a latem organizowano liczne festyny w obszernym ogrodzie. “Kino” Mettlera charakteryzowały filmy, które przenosiły widzów w odległe krainy np. “Indianie w Kanadzie” lub “Walka byków w Madrycie”. W 1907 roku na ulicy Berlińskiej (obecnie ul. 27 grudnia) otwarto pierwsze w naszym mieście klasyczne kino “Residenz”. Rok później przy Świętym Marcinie otwarto kino “Apollo”, które działa do dziś pod nazwą “Muza” i oczywiście jest najstarszym czynnym kinem w naszym mieście. Obecnie oprócz kina “Muza” mamy w Poznaniu jeszcze kilka “klasycznych” kin: “Apollo”, “Rialto”, “Malta”, “Pałacowe”, “Bułgarska 19”.

Dlatego w ten długi, majowy weekend jeżeli planujecie wypad do kina wybierzcie którąś z tradycyjnych sal kinowych. Spieszmy się je odwiedzać, ponieważ bardzo szybko znikają z mapy naszego miasta.



Źródło zdjęcia: http://www.fotocommunity.de

Comments

Poznań Wzywa

W dniach 9-11 maja bieżącego roku w naszym mieście odbędzie się festiwal “Poznań Wzywa”. Jeżeli chodzi o to co się wtedy będzie działo w naszym mieście pozwólcie, że oddam głos samym organizatorom:

Po zagadnieniach związanych z miastem mrocznym (Festiwal Poznań Wzywa 2010 Ciemna strona miasta) oraz problematyką przekładu (Festiwal Poznań Wzywa 2011 przeTłumacz się!) w tym roku przyjrzymy się postaciom (i miejscom) istniejącym trochę na marginesie lokalnej historii.

W trakcie trzech dni festiwalu zaprosimy Poznaniaków na spotkania, dyskusje i muzyczne przeglądy, wycieczki oraz wystawy. Damy im szansę na sprawdzenie swoich umiejętności w konkursie fotograficznym i zapewnimy, może trochę nostalgiczną, wyprawę w nieznane. Owa podróż będzie się wiązała z odkrywaniem na nowo osób związanych przed laty z naszym miastem (Lili Palmer, Władysław Czarnecki, Kazimierz Nowak), a także nowym spojrzeniem na przestrzeń miejską i nie tylko nią.”

A dlaczego o tym piszę? Ponieważ 10 maja o 18:30 w Salonie Posnania (budynek Arkadii) odbędzie się spotkanie “Po drugiej stronie…klawiatury”. Będzie to spotkanie z poznańskimi blogerami, którzy tematykę swoich blogów związali z naszym miastem. Wśród zaproszonych gości będą autorzy blogów “Poznańskie historie”, Poznań ciekawostki historyczne”, “Poznańskie kamienice” oraz moja skromna osoba. Dlatego z całego serca chciałbym zaprosić wszystkich czytelników na to spotkanie. Będzie to wyjątkowa okazja spotkania w jednym miejscu tylu osób dla których główną pasją stało się właśnie miasto Poznań.

Szczegółowy plan festiwalu: http://salonposnania.wordpress.com/festiwal-poznan-wzywa/program/

Comments

Cerkiew

Jak do tej pory na blogu udało mi się opisać kilka kościołów katolickich oraz nietypowy poznański meczet. W Poznaniu mamy oprócz tego kilka świątyń protestanckich oraz jedną troszkę zapomnianą cerkiew. Cerkiew św. Mikołaja znajduję się przy ulicy Marcelińskiej na przeciwko kina Grunwald, a właściwie obecnie już Biedronki (swoją droga bardzo smutny jest ten sposób zagospodarowywania niewykorzystanych powierzchni kulturalnych w naszym mieście. Pytanie co będzie następne?).

Cerkiew powstała w 1924 roku jako świątynia parafii garnizonowej. Przeznaczona była dla żołnierzy wyznania prawosławnego pełniących służbę wojskową w naszym mieście. W zakładaniu cerkwi brali udział także przedstawiciele tzw. białej emigracji, czyli carscy oficerowie, którzy osiedlili się przejściowo w Poznaniu po rewolucji październikowej. Na budynek cerkwi zaadoptowano opuszczoną drewnianą stajnię pruskiej kawalerii (zbudowana na początku XX wieku). Budynek uległ dość dużej przebudowie w efekcie czego powstała trójnawowa bazylika z prezbiterium zwieńczona charakterystycznym “cebulastym” hełmem. Jednak dopiero w latach 80-tych drewniane ściany cerkwi zostały obmurowane i wtedy nadano świątyni współczesny wygląd. Wewnątrz budynku znajduje się oczywiście najbardziej charakterystyczny element każdej świątyni prawosławnej czyli ikonostas. Ten z poznańskiej świątyni pochodzi z XIX wieku. Widnieją na nim wizerunki m.in. Chrystusa Pantokratora, Matki Boskiej, św. Piotra i Pawła oraz św. Cyryla i Metodego. Ikona patrona cerkwi, św. Mikołaja, znajduje się po prawej stronie nawy głównej. Całość świątyni zamyka od wejścia chór muzyczny. Śpiew chóralny stanowi bardzo ważny element każdego prawosławnego nabożeństwa ponieważ w liturgii prawosławnej zabronione jest używanie instrumentów muzycznych. W 2011 roku cerkiew przeszła generalny remont, czego uwieńczeniem było umieszczenie w niej 5 nowych dzwonów z okazji 90-lecia parafii prawosławnej w Poznaniu.

Źródło zdjęcia: wikimedia.org; autor: Radomil

Comments

Gaspar da Gama

W najbliższym tygodniu wybieram się na tygodniowy wyjazd do Portugalii w związku z czym szukałem jakiegoś powiązania tego państwa z naszym miastem. O dziwo udało mi się je znaleźć, a dodatkowo jest to temat, który zawsze chciałem poruszyć na blogu. Możliwe, że wielu z was słyszało już o postaci, o której chcę opowiedzieć, ale mam nadzieję, że część zaskoczę.

Tak naprawdę wszystko co wiemy na temat Gaspara da Gamy wywodzi się ze szczątkowych informacji pozyskanych z różnego typu kronik. Nie znamy jego prawdziwego imienia, nie wiemy tak naprawdę gdzie się urodził, ale właśnie te szczątkowe informację pozwalają nam ustalić kilka informacji. W czasach późnego średniowiecza poznańska gmina żydowska była jedną z większych w całej Europie. Właśnie w naszym mieście ok. 1450 roku urodził się żydowski chłopak, który w przyszłości miał zostać chrześniakiem Vasco da Gamy i współodkrywcą „brazylijskiego” wybrzeża Ameryki Południowej. Czasy kiedy mógł urodzić się młody Gaspar przypadają  na pogorszenie się sytuacji Żydów w Polsce. W 1454 roku Kazimierz Jagiellończyk poprzez Statuty Nieszawskie nadał szlachcie wiele nowych przywilejów kosztem właśnie mniejszości żydowskich. Ataki antyżydowskie oraz powtarzające się często pożary drewnianej dzielnicy żydowskiej zmusiły rodzinę Gaspara do wyjazdu z Polski. Początkowo trafili do Jerozolimy, a następnie do egipskiej Aleksandrii. Był to czas wielkich zmian.  Zakończył już się czas wypraw krzyżowych, w 1453 Turcy Osmańscy zdobyli Konstantynopol w efekcie czego przestało istnieć Imperium Bizantyjskie. Zmieniło się postrzeganie orientu i zaczął rozwijać się handel z tą częścią świata. W takich warunkach młody Gaspar miał idealne możliwości do rozwijania się w fachu kupieckim i po kilku latach zdecydował się na wypłynięcie do Indii poprzez Morze Czerwone. Przebywał w stanie Goa na zachodnim wybrzeżu Półwyspu Indyjskiego, gdzie służył władcy tych terenów i prawdopodobnie był dosyć zamożnym człowiekiem. W 1498 roku Portugalczycy pod dowództwem Vasco da Gamy odkryli drogę morską do Indii. W drodze powrotnej cumowali na  małej wyspie u wybrzeży stanu Goa. Na statku da Gamy pojawił się „mężczyzna w wieku około czterdziestu lat. Mówił bardzo dobrze po wenecjańsku, od stóp do głów ubrany był w lniane szaty, na głowie miał bardzo ładny czepek, u pasa zaś krótki miecz. Natychmiast po zejściu na ląd oznajmił, że jest chrześcijaninem ze wschodu i że w te strony przybył jako dziecko”. Zadaniem Gaspara było szpiegowanie, a jego wizyta na statkach zakończyła się odpłynięciem razem z Portugalczykami.

Szlaki morskich wypraw Vasco da Gamy i Pedro Alvaresa Cabrala

Wiedza Gaspara o wodach Oceanu Indyjskiego była bardzo przydatna i o wiele cenniejsza niż przyprawy i inne bogactwa, którymi wypełnione były ładownie portugalskich statków. Po rocznej podróży do Lizbony przyjął chrzest i od tego momentu nazywany był Gasparem da Gamą (ze względu na to, że jego chrzestnym został sam Vasco da Gama), bądź Gasparem da India. W następnych latach odbył wiele podróży morskich głównie do Indii i Afryki Wschodniej. Brał udział w kolejnej indyjskiej wyprawie Vasco da Gamy oraz w wyprawach Pedro Cabrala. Podczas tych wypraw pełnił funkcję tłumacza i pośrednika handlowego. Dodatkowo w tych pierwszych wyprawach cały czas wykorzystywana była jego wiedza i doświadczenie w pływaniu po wodach Oceanu Indyjskiego. Podczas jednej z tych wypraw żeglarze zdecydowali się na odbicie od zachodniego brzegu Afryki przez co jako pierwsi dotarli do wybrzeży współczesnej Brazylii. W późniejszym czasie osiadł na stałe w Indiach jako doradca portugalskich wicekrólów. Zmarł najprawdopodobniej ok. roku 1510. Jedne źródła podają, że zginął w Indiach podczas oblężenia Kalikatu, a inne, że dożył starości w Lizbonie.

Myślę, że warto poznać tą ciekawą postać i prawdopodobnie najsłynniejszego obok Pawła Edmunda Strzeleckiego poznańskiego podróżnika i odkrywcę.

Źródło zdjęcia: http://fzp.net.pl/

Comments

Urodziny Kolejorza

19 marca 1922 roku został założony piłkarski klub Lutnia. Był to klub z pod poznańskiej miejscowości Dębiec, któremu początek dało kilku byłych członków miejscowego Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Minęło 91 lat w między czasie Dębiec został włączony w obręb miasta, a Lutnia wielokrotnie zmieniała nazwę tak żeby ostatecznie stać się Lechem. Przez te lata Kolejorz dojrzewał do tego aby stać się jedną z wizytówek Poznania, sześciokrotnym Mistrzem Polski, a co najważniejsze stał się kultowym klubem wpisanym w historię kilku pokoleń poznańskich rodzin.

Przez te lata Lech wielokrotnie zmieniał swój “dom”, czyli dla klubu piłkarskiego stadion. Początkowo “stadionem” przyszłego Lecha było nieistniejące już boisko przy ulicy Grzybowej na Świerczewie. Po kilku latach klub został przejęty przez kolej i dzięki temu do dzisiaj nazywany jest Kolejorzem. Jeszcze przed wojną piłkarze przenieśli się na nowy stadion wybudowany na terenach należących do kolei przy obecnej ulicy 28 czerwca 1956. Stadion ten graniczył z zabudowaniami zakładów Hipolita Cegielskiego i wielokrotnie podczas meczów Kolejorza była ogłaszana przerwa w pracy zakładu tak aby umożliwić pracownikom oglądanie meczu (oczywiście z dachu fabryki). Do dzisiaj można oglądać ruiny tego obiektu i myślę, że wielu kibicom serce się kraje kiedy mogą oglądać jak z biegiem czasu rozpada się część historii ich klubu. W późniejszych latach zdarzyło się Lechowi rozgrywać domowe mecze na stadionie na Golęcinie oraz przez dłuższy czas na stadionie im. 22 lipca, który obecnie nosi imię Edmunda Szyca i także popada w coraz większą ruinę. Na stadionie tym pojawiało się nawet 60 000 kibiców. Ostatecznie Lech trafił na ulicę Bułgarską i poprzez pamiętną podkowę pierwszych trybun, aż do obecnego kształtu rozwijał się przez ponad 30 lat. Lech to nie tylko stadion, ludzie nim rządzący czy piłkarze. Lech to przede wszystkim kibice i to oni stanowią o sile tego klubu. Miejsca związane z Lechem z biegiem czasu popadają w coraz większą ruinę, ale pasja kibicowania zawsze pozostanie. Kiedy chodząc na mecze widzę ojców z paroletnimi synami wiem, że ta pasja będzie trwała jeszcze przez pokolenia.

Dzisiaj nawet ludzie niezwiązani z Lechem mogli przekonać się na własne oczy, że Kolejorz ma swoje święto. Pojazdy MPK były przyozdobione w niebiesko-białe chorągiewki, okna i balkony mieszkań i domów przyozdobione były w szaliki i flagi, dużo było informacji na temat tej daty w gazetach, radiu i internecie. Oczywiście nikt nie oczekuje, że wszyscy będą interesowali się Lechem czy piłką nożną, ale ważne, żeby te dwa kolory, niebieski i biały, były zawsze w Poznaniu kojarzone z Lechem ponieważ jest to nieodłączna część naszego miasta i bardzo często Poznań jest kojarzony na świecie przede wszystkim dzięki Kolejorzowi.

http://epoznan.pl/gallery2/2687/gzkcytkstvrrwp678dwtv4mfh7b4f7g2_gallery.jpg

Źródło zdjęcia epoznan.pl

Comments

“Ch**” niezgody

“No i wybrali ch*** który donosił wojskowym na lewicujących księży”. To zdanie przewija się od rana przez wszystkie poznańskie media i wywołuje bardzo wiele kontrowersji. Jeżeli ktoś jeszcze go nie słyszał to pędzę z wyjaśnieniem skąd wzięła się cała afera. Ten wpis pojawił się na facebook’u Ewy Wójciak krótko po ogłoszeniu nazwiska nowego papieża ( w oryginale bez gwiazdek). Ewa Wójciak jest szefową “Teatru Ósmego Dnia”. Teatru, który finansowany jest z pieniędzy naszego miasta.

Nie chcę tutaj w ogóle rozwodzić się nad tym, czy wpis jest uzasadniony historycznie i merytorycznie. Bardziej chciałbym się zastanowić co wypada osobie publicznej? Osoba publiczna nie pracuje od 8:00 do 16:00, nie odbija karty w fabryce, nie zostawia swojej funkcji w zakładzie pracy. Osoba publiczna bierze w pewnym sensie ciężkie brzemię na swoje barki. Musi liczyć się z tym, że będzie podglądana i sprawdzana na każdym kroku. Pani Wójciak wpadła w tę pułapkę. Uważa, że wypowiadała się do grona swoich znajomych, a niestety internet nie wybacza i nie zna prywatności. W ogóle nie chce odnosić się do tego w jaki sposób skomentowany został papież. Dla mnie mógłby to być Obama, Orban, Grobelny czy Pani Krysia z warzywniaka. Dla mnie osoba publiczna musi trzymać pewien poziom wypowiedzi. Teatr Ósmego Dnia jest pewnego rodzaju reprezentacją kultury poznańskiej, a Pani Wójciak jest jego frontalną twarzą. Ktoś taki nie powinien zniżać się do rynsztokowego poziomu wypowiedzi i rzucać “ch*****” na prawo i lewo. Co ciekawe do całej sytuacji odniósł się już Prezydent Grobelny na swoim facebook’u.

Bardzo dobrze Panie Prezydencie, ale co dalej? Myślę, że wielu poznaniaków może czuć się nieswojo z faktem, że pieniądze z miasta zamiast na place zabaw, żłobki, drogi czy komunikację miejską idą na instytucję prowadzoną przez osobę, która bezpośrednio atakuje w ich przekonania i światopogląd. Poza tym skoro powiedziało się A, trzeba powiedzieć B i wyciągnąć konsekwencje.



Comments

Kościół Świętej Anny

Ostatnio na blogu dosyć często pojawia się tematyka związana z Łazarzem. Nic dziwnego, ponieważ jest to jedna z najładniejszych dzielnic naszego miasta. Dzisiaj chciałbym poruszyć temat jednego z najbardziej niedocenianych poznańskich kościołów (w mojej opinii jest to jeden z najładniejszych), a mianowicie zapraszam do kościoła pw. Św. Anny u zbiegu ulic Jana Matejki i Bolesława Limanowskiego.

Kiedy w 1900 roku w obręb Poznania włączono osadę Św. Łazarza w głowach niemieckich mieszkańców tej dzielnicy zakiełkował pomysł o zbudowaniu własnego ewangelickiego kościoła (do tej pory protestanci z tych rejonów należeli do parafii św. Pawła przy ul.Fredry). Kościół wzniesiono w latach 1904-1907 jako kościół Chrystusa. Został on zaprojektowany w pracowni berlińskiego architekta Oskara Hoßfelda (współautora projektu berlińskiego Reichstagu) jako neogotycka, trójnawowa świątynia na planie krzyża greckiego z wysoką ośmioboczną wieżą (48 m.). Po wybudowaniu świątynia mogła pomieścić ok. 1000 osób. Konsekracja kościoła nastąpiła 15 marca 1907 roku, a w uroczystości brał udział książę Fryderyk Wilhelm Pruski (syn ostatniego niemieckiego cesarza). Co ciekawe po wielu latach na światło dzienne wyszła historia planowanego zamachu na księcia. Podobno w dniu konsekracji dokonujący ostatnich oględzin świątyni pastor zauważył pod krzesłem przeznaczonym dla księcia podejrzane wybrzuszenie dywanu. Jak się okazało ktoś umieścił w tym miejscu postawiony na sztorc duży dekarski gwóźdź. Zamach został udaremniony, a fakt ten został wyjawiony dopiero po 25 latach. 

W 1945 roku parafia została przejęta przez katolików. Przez 3 lata świątynia ta służyła parafii św. Michała Archanioła, której kościół ucierpiał znacząco podczas walk o Poznań. 1. kwietnia 1948 roku wszedł w życie dekret erekcyjny ustanawiający parafię św. Anny. Kościół ma bardzo bogate wnętrze, a jednym z najcenniejszych elementów wyposażenia świątyni jest polichromia zaprojektowana przez prof.Wacława Taranczewskiego przedstawiająca wątki z życia św. Anny i św. Joachima. Na kościelnym terenie znajdują się także dwa zabytkowe budynki. Przy ulicy Limanowskiego stoi pastorówka z 1907 roku pełniąca obecnie funkcję plebanii, a od ulicy Matejki znajduje się budynek z 1911 roku służący kiedyś zborowi ewangelickiemu, a obecnie mieści się tutaj dom katolicki. 

Co ciekawe w tym kościele w 1971 roku ślub wzięli Jarosław Kukulski i Anna Maria Szmeterling lepiej znana jako Anna Jantar. O tym, że ta wybitna piosenkarka lat 70tych pochodziła z Poznania wielokrotnie zapomina się w naszym mieście. To właśnie na poznańskim Łazarzu mieszkała oraz uczęszczała do szkoły muzycznej.

    Plik:Kościół św Anny Poznań RB1.JPG

Źródło zdjęcia: wikimedia.org autor: Radomil

Comments

Poznaniu nie idź tą drogą!

Dzisiaj oficjalnie otwarto Galerię MM, czyli nową galerię handlową u zbiegu Alei Karola Marcinkowskiego i ulicy Św. Marcin. Już nie będę komentował zasadności stawiania w Poznaniu kolejnej galerii handlowej, nie napiszę o tym, że budynek ten mi się najzwyczajniej w świecie nie podoba, nie wspomnę o tym że przytłacza inne budynki oraz nie pasuje do otoczenia, ale chciałbym odnieść się do umieszczania tego typu budynków w ścisłym centrum miasta.  Mamy “Kupiec Poznański  oraz “Stary Browar”. Kupiec jako pierwszy tego typu budynek był ciekawostką i bardzo szybko wpasował się w krajobraz ścisłego centrum, a Browar jest perełką w swojej klasie. Właśnie to drugie centrum handlowe idealnie wpasowuje się w moją wizję centrum Poznania. Wykorzystanie w nowoczesny sposób starej zabudowy. Ostatnio pojawiły się informacje o planach odbudowy kamienicy u zbiegu ulic Krysiewicza i Ogrodowej tzw. “żelazka”. Projekt przewiduje wybudowanie nowoczesnej kamienicy z elewacją zewnętrzną przypominającą XIX wieczną kamienicę, która do niedawna stałą w tym miejscu. Od razu rozpoczęła się dyskusja na temat  braku postępu w naszym mieście. Oczywiście, że Poznań powinien iść z duchem czasu, powinien się rozwijać, ale nie kosztem odcinania się zupełnie od charakterystycznego klimatu naszego miasta. Historyczna zabudowa ścisłego centrum Poznania jest czymś wyjątkowym czego zazdroszczą nam obecnie ludzie z zachodniej Europy. Oni poszli z duchem czasu zabudowali swoje miasta szkłem i metalem, a teraz tego żałują. Przyjeżdżają do Polski aby oddychać historią. To nie są puste frazesy, tylko tak jest naprawdę. Wielokrotnie można było usłyszeć to od kibiców podczas Euro 2012.

Powinniśmy uruchomić dyskusję w której uczestniczyliby konserwator zabytków, władze miasta i mieszkańcy. Za kilka lat, po kolejnych tego typu decyzjach jak zgoda na budowę Galerii MM w takiej formie architektonicznej w jakiej powstała, możemy obudzić się nagle i zobaczyć co zrobiliśmy. Teraz jeszcze jest czas na ukierunkowane rozwoju historycznej zabudowy Poznania, a później może już być tylko płacz i zgrzytanie zębów. Dlatego jeszcze raz powtarzam: Poznaniu nie idź tą drogą!

zdjęcie: mmpoznan.pl

Comments